Wolontariat w Centrum Myśli Jana Pawła II działa już blisko 19 lat. O wolontariuszach i wolontariuszkach, różnych akcjach i dobrych praktykach opowiada Batłomiej Miąsko.

B.M

Cześć! Jak działa wolontariat w Centrum Myśli Jana Pawła II?

Bartłomiej Miąsko: Wolontariat działa u nas na zasadzie pomocy przy organizacji imprez i różnych projektów wolontariackich dla naszych stypendystów. Wolontariusze mogą przy pomocy Centrum przygotować swoje projekty. W zeszłym roku zorganizowali między innymi wystawę, projekt związany z debatą o Czeczenii, a także projekt poświęcony polskiej sztuce ludowej.

Drugą nogą naszego wolontariatu jest pomoc przy organizacji wydarzeń - np. różnych festiwali, Nocy Muzeów, czy wykładów. Wolontariusze współtworzą z nami te festiwale - całą ofertę kulturalną Centrum. Wciągamy ich w działanie nie tylko przy obsłudze i noszeniu rzeczy (chociaż to też się zdarza), ale też na przykład przy promocji – roznoszenie plakatów, ale też znajdowaniu środowisk, gdzie możemy się zareklamować. 

My też chcemy dać coś od siebie wolontariuszom. Zawsze jest jakaś ewaluacja połączona z czymś ciekawym - czymś fajnym do zjedzenia, często też gdzieś wychodzimy. Staramy się być transparentni, dlatego przy każdej akcji podpisujemy porozumienia wolontariackie, gdzie są jasno określone zadania, wolontariusz zna swoje prawa. Wie, co się z nim będzie działo wie, co będzie robił. Także zapewniamy im ubezpieczenie, co nie jest takie oczywiste, a jest konieczne. Takim miejscem, gdzie nasi wolontariusze mogą zrobić najwięcej jest nasz program ,,Podziel się talentem”. To taki program poświęcony korepetycjom, których udzielają naszym stypendystom. Nasi wolontariusze w ramach tego programu spotykają się w parach. Ktoś na przykład studiuje medycynę, więc może pomóc w przygotowaniu do olimpiady, albo w przygotowaniu do klasówki. Cały ten program jest koordynowany przez wolontariuszy -  oczywiście we współpracy z nami. Ale chcemy dawać im taką przestrzeń na sprawczość i na możliwość organizacji.

Dwie uśmiechnięte wolontariuszki stoją w bramie

To wręcz galaktyka wolontariatu u Was – robicie wiele różnych działań. Wspomniałeś też o wyjściach, które są w ramach podziękowania dla wolontariuszy. Czy chciałbyś powiedzieć, co to są na przykład za wyjścia?

B.M: Na przykład w zeszłym roku byliśmy z wolontariuszami na wystawach, między innymi na wystawie Picassa. Zapraszamy ich oczywiście do udziału w naszej ofercie kulturalnej, a czasami jest to po prostu jakaś pizza w czasie ewaluacji.

Wolontariusze pozują do zdjęć, trzymając w ręce podziękowania

Bardzo to fajne. A gdybyś jeszcze mógł powiedzieć, kto głównie zgłasza się z chęcią działania jako wolontariusz?

B.M: Tak naprawdę może się zgłosić każda osoba, która chce być wolontariuszem. Najczęściej są to oczywiście studenci, ale to też zależy od programu. Na przykład przy wykładach z serii Obserwatorium Idei mamy osoby dorosłe, już dawno po studiach. Przy Nocy Muzeów współdziałają z nami też uczniowie. Każdy może się u nas  jakoś odnaleźć. Przy Festiwalu Nowe Epifanie mamy już naszych wiernych wolontariuszy, którzy przyjeżdżają od kilku lat - niektórzy specjalnie z innej części Polski.

A, czy jest tak, że stypendyści później naturalnie zostają u Was wolontariuszami?

B.M: Czasami tak jest. Czasami jest tak, że są naszymi stypendystami i równocześnie są naszymi wolontariuszami. To jest świetne, jak widzimy, że ktoś zaczął swoją przygodę od stypendium, a później wkręcił się w wolontariat i na przykład przez wiele lat działa u nas, na przykład przy jakimś festiwalu.

5

Właśnie wspomniałeś trochę o takich konkretnych działaniach, które robią wolontariusze, ale jeszcze trochę bym Cię o to dopytała. Może są jakieś nietypowe działania wolontariackie, które przychodzą Ci do głowy?

B.M: Choćby w czasie Festiwalu Nowe Epifanie jest to obsługa widza. Widzowie, którzy przychodzą na Festiwal potrzebuje poprowadzenia. Mamy też ludzi, którzy przychodzą na wykłady i oni też spotykają się z wolontariuszami, który na przykład wydają im słuchawki do tłumaczenia symultanicznego, czy też są takimi opiekunami naszych gości. A przy okazji korzystają z Festiwalu. W ramach programu stypendialnego mamy taki mały projekt (chociaż on jest dosyć duży) - nazywa się Miastowizje. W tym roku jest to projekt, gdzie nasi stypendyści jako wolontariusze przygotowują akurat punkt poświęcony historii naszej kamienicy. Dzięki temu mogą nie tylko poznać historię ulicy Foksal (która jest fascynująca), ale mogą też nauczyć się zupełnie niespodziewanych dla siebie umiejętności. Odkryć w sobie jakieś zdolności i talenty, o których nigdy by nie pomyśleli. Bo kto by pomyślał, że wolontariusz z klasy ósmej nagle dowie się, że umie składać szafę. Albo dowie się, że umie zaprojektować cykl zagadek, który będzie kogoś prowadził od początku do końca, aż odkryje całą historię.

2

 

No właśnie - często pod tym hasłem wolontariatu kryje się coś, o czym w ogóle człowiek by nie pomyślał. I tutaj moje kolejne pytanie - o motywację Waszych wolontariuszy.

B.M: To jest takie pytanie, które jest trudne, ponieważ tak naprawdę ilu wolontariuszy, tyle motywacji. Niektórzy oczywiście są po to, żeby dostać zaświadczenie. To też się zdarza. Są też często wolontariusze, którzy na przykład mówią, że bez takiego wolontariatu nie mieliby możliwości skorzystania z jakiejś oferty kulturalnej w Warszawie. Tu mówimy głównie o wolontariuszach działających w ramach Festiwalu Nowe Epifanie. Dzięki wolontariatowi mogą uczestniczyć w wydarzeniach teatralnych, które (nie oszukujmy się), nie są tanie. Dużą wartością jest możliwość uczestniczenia w wykładach. Mamy choćby wolontariuszkę, która wręcz dopytuje się, kiedy będzie organizowany następny wykład, żeby móc wziąć w nim udział. To są spotkania z osobami znanymi - na przykład w zeszłym roku był Profesor Tomáš Halík, czy Profesor Krzysztof Meissner. Więc możliwość spotkania się z nim osobiście ma dużą moc.

Czy nawiązujecie współpracę z innymi miejscami?

B.M: Tak, nawiązujemy współpracę i sami też się szkolimy. Współdziałamy z Centrum Wolontariatu, działaliśmy z Fundacją Jolanty Radziwiłł. Mamy taką akcję Pokolędzie JP2, gdzie zapraszamy wolontariuszy śpiewających i muzykujących, żeby śpiewać kolędy w miejscach o ograniczonym dostępie do oferty kultury. I tam mamy już takie grupy instytucji - na przykład Hospicjum Felicjanek, czy Domu Pomocy Społecznej na ulicy koło Bonifraterskiej, czy Centrum Alzheimera.

Młodzi ludzie na drewnianej scenie śpiewają kolędy trzymając śpiewniki w rękach

 

Czyli macie już taki dojrzały wolontariat.

B.M: Myślę, że tak. Wolontariat jest z nami od początku działania Centrum – czyli od 2005/2006 roku. Również naukowo zajmujemy się wolontariatem, solidarnością społeczną. W tym roku były prowadzone badania socjologiczne, koordynowane przez Centrum i Fundację Adenauera na temat solidarności społecznej i działań wolontariackich w Warszawie. To są ciekawe wyniki badań. Jeszcze nie będę ujawniał, ponieważ dopiero będą publikowane, ale jest to bardzo interesująca kwestia też dla nas, jako organizatorów wolontariatu.

Czekamy więc na publikację. A czy są jakieś potrzeby, które zgłaszają wolontariusze?

B.M: Na pewno wolontariusze bardzo sobie cenią, jeżeli jest koordynator i lider wolontariatu, do którego mogą się zgłosić. Wolontariusze opiekują się innymi, ale też warto, żeby ktoś się nimi zaopiekował.  Bardzo dużą potrzebą wolontariuszy jest możliwość dokonania ewaluacji po tym, żeby dowiedzieć, co było dobrze, co było źle, co im się podobało, co im się nie podobało i też. Chodzi o to, że oni też chcą poczuć, że mają wpływ na kształt wolontariatu.

To tak na koniec jeszcze - co byś powiedział osobie, które waha się czy w ogóle warto w wolontariat się angażować?

B.M: Przyjdź, zobacz. To jest chyba najprostsze. Najgorszą rzeczą, jaka się może stać, to, że się nie spodoba i po prostu zrezygnujesz.

Prosto, zwięźle i na temat. Dziękuję bardzo za ten wywiad!

Rozmowa: Maja Jeśmanowicz

Zdjęcia przekazane przez rozmówcę