Międzyszkolny Klub Wolontariusza? Wolontariat mediacyjny? Jest szansa na to, by dowiedzieć się więcej na ich temat! Zarówno o tym, jak i innych działaniach wolontariackich Towarzystwa Rozwijania Aktywności Dzieci SZANSA odpowiada Magdalena Szlom obejmująca stanowisko Prezesa.

Kobieta w spiętych rudych włosach i okularach ustawiona bokiem do kamery. Jest ubrana w czerwony żakiet i błyszczącą czarną bluzkę. W prawej ręce trzyma mikrofon, a w lewej plik czarnych kartek.

Czy mogłaby się Pani przedstawić i powiedzieć, czym się pani zajmuje oraz gdzie?

Magdalena Szlom: Nazywam się Magdalena Szlom. I tak się składa, że jestem Prezesem Towarzystwa Rozwijania Aktywności dzieci „Szansa” w dzielnicy Ochota. Działamy od 30 lat nie tylko na Ochocie, ale w całej Warszawie budując lokalne systemy wsparcia i współpracę lokalną. Prowadzimy MAL na Ursynowie, pracujemy w wielu szkołach i przedszkolach, współpracując w różnych projektach. W szkołach napotykamy często młodzież, która szuka jakiegoś zajęcia dla siebie oraz miejsca, żeby czuć się użyteczną częścią jakiejś grupy, która ma wspólny cel i dąży do jakichś wartościowych  idei. Wspieramy też działania szkolnych klubów wolontariatu. Mało tego, z tych szkolnych klubów wolontariatu młodzież trafia do nas  na spotkania międzyszkolnego klubu wolontariusza.

Te spotkania mają charakter integracyjny? Czy raczej służą sieciowaniu, żeby później między konkretnymi klubami szkolnymi tworzyły się grupowe inicjatywy?

M.S.:  I to i to. Integracyjny, bo młodzież  pochodzi z różnych szkół, więc muszą się poznać, by mogły zaistnieć jakieś relacje. Nad tym pracujemy, bo młodzież tego bardzo potrzebuje. Ale spotkania powstały też po to, żeby się inspirować nawzajem, uczyć od siebie, dzielić się doświadczeniami, żeby wspólnie coś robić i podejmować różne inicjatywy dla całej dzielnicy. Na razie działają dwie grupy. Jedna jest stworzona z zrekrutowanych południowo-praskich szkół podstawowych. Druga natomiast z ochockich szkół podstawowych i szkół średnich. Do tej ostatniej dołączają też młodzi ludzie z innych dzielnic, w których nie znaleźli dotąd swojego miejsca na działania społeczne.

Kto najczęściej się zgłasza? Czy ze szkół przychodzą do Was indywidualnie osoby, które myślały o tym, żeby się gdzieś zaangażować? Czy raczej zgłaszają się grupowo?

M.S.: Ponieważ jesteśmy rozpoznawali jako miejsce, które zajmuje się wolontariatem i pracą z młodzieżą, to zgłaszają się i nauczyciele, i sama młodzież bezpośrednio, która chce coś fajnego zrobić. Ale także rodzice, którzy szukają jakiegoś rozwojowego i bezpiecznego miejsca dla swojego dziecka, które na przykład jest w liceum i przechodzi jakiś trudny okres. Młodzież nie chce żyć tylko nauką, lekcjami, szkołą, szuka odskoczni, jakiegoś miejsca, w którym można się realizować, spotkać z ludźmi,  porobić coś, co będzie związane  z ideą budowania wspólnoty, ale też uczenia się. Oczywiście zgłaszają się osoby, które chcą zdobyć punkty na świadectwie. W ubiegłym roku na przykład przyjeżdżały do nas dziewczyny z Pragi, które po dostaniu się do liceum nie chciały nas porzucić. Zapamiętały Szansę jako centrum, gdzie można pobyć z innymi i porobić, przeżyć cos fajnego, pożytecznego.

Co według Pani może przekładać się na to, że te osoby postanawiają zostać tutaj dłużej?

M.S.: Myślę, że się czują się bezpiecznie, bo rozumiemy ich potrzeby. Tworzymy miejsce, w którym mogą wnosić coś nowego, podejmować własne inicjatywy. Po prostu muszą poczuć na własnej skórze, że to jest dobre dla odbiorców, ale również dla nich. Jesteśmy też organizacją goszczącą w ramach Europejskiego Korpusu Solidarności, więc to także  im pokazuje, że wolontariat jest środkiem do tego, że można wyjechać do innego kraju, zdobyć nowe doświadczenia, poznać fajnych ludzi. To jest bardzo otwierające dla młodzieży, ponieważ wielu z nich w ogóle nie słyszało o takiej możliwości.

Czy może Pani opowiedzieć więcej o inicjatywach?  Czy nowi wolontariusze i wolontariuszki od razu wychodzą z nowymi pomysłami, czy raczej na początku wypełniają przydzielone zadania i dopiero z czasem osoba się otwiera i jest Pani w stanie zauważyć w niej tę zmianę?

M.S.: Widać absolutnie tę zmianę, ale warunkiem jest to, że dana osoba musi się bezpiecznie poczuć w grupie. Musi czuć, że nie jest przez nikogo oceniana, że można o wszystkim rozmawiać, że można też się mylić, popełniać błędy i się uczyć. Więc jest taki moment przełomowy, który pojawia się po tym, jak zobaczą, że mogą być sobą. Wtedy uruchamiają zasoby. Oczywiście żadna osoba nie działa w pojedynkę. Uczymy ich podziału obowiązków i odpowiedzialności, że każdy jest  elementem zespołu i jak bierzesz na siebie zadanie i się do czegoś zobowiązujesz, to musisz to wykonać na 100%. A jeśli nie możesz, wtedy należy szukać pomocy. Uczymy ich myślenia projektowego, stawiania sobie celów, szukania metod określania  tego, co jest im potrzebne, żeby osiągnąć zamierzony efekt.

To fantastyczne, że osoby przychodzące do Was mają zarówno przestrzeń i na sprawczość, i na pole do popełniania błędów, więc jest przestrzeń do tego by się na bieżąco uczyć. Pozostając w temacie nauki, czy są jakieś konkretne szkolenia dla osób, które się zgłaszają?

M.S.: Tak naprawdę ta całoroczna praca w międzyszkolnym klubie wolontariusza z tą młodzieżą jest pewnego rodzaju szkoleniem. Po całym roku szkolnym regularnego bycia u nas są wyposażeni w wiedzę o sobie samych, o świecie czy o komunikacji, na przykład w ramach wolontariatu mediacyjnego.

Na czym polega taki wolontariat mediacyjny?

M.S.: To się wywodzi z lokalnego systemu wsparcia i z zajęć dla klas, z którymi rozmawialiśmy o konflikcie. Jak się rodzi konflikt, jakie są możliwości jego pokojowego rozwiązywania w taki sposób, aby każdy z niego mógł wyjść z godnością i wrócić do klasy następnego dnia i w niej funkcjonować.  Jednym ze sposobów są mediacje, do których próbowaliśmy zachęcić poprzez zabawy, gry, ćwiczenia.  Na poziomie każdej klasy wybraliśmy po trzy osoby. Opracowaliśmy wcześniej cechy mediatora, żeby dzieciaki poszukały, kto takim mediatorem mógłby być. Z reprezentantów zbudowaliśmy klub mediatora, w którym mogli poczuć, że mają wpływ na zmianę klimatu wychowawczego w szkole. Na przykład przygotowali taką małą etiudę artystyczną o konflikcie dla klas młodszych ( 1-3). Wystawili to na auli. Sami przygotowali scenariusz, zorganizowali sprzęt i rekwizyty. Zorganizowali też dla młodszych kolegów grę terenową o konfliktach, a na stałe w szkole umieścili   ławeczkę przyjaźni. Zorganizowali dzień mediacji rówieśniczych w szkole, a na pikniku dzielnicowym na Ochocie pochwalili się przed całą Dzielnicą działalnością klubu wolontariusza mediatora. Przygotowali gazetkę, materiały promocyjne i zachęcali mieszkańców do udziału w grze.  Teraz już zdali egzaminy i robią kariery w szkołach średnich,  a my pracujemy w tej szkole z kolejną grupą mediatorów rówieśniczych.

Super, że projekt się przyjął i jest kolejny cykl! Co jeszcze można robić w ramach działań wolontariackich w Szansie?

M.S.: Można pomagać w Klubie Mamy i Malucha, ponieważ tu  jest przestrzeń do pomocy przy najmłodszych dzieciach. Organizujemy imprezy i wydarzenia dla dzieci i rodzin na przykład Dzień Pluszowego Misia, Dzień Dziecka, Dzień Babci czy Dzień Dziadka, imprezy choinkowe i świąteczne. Zawsze można się zaangażować w MALU, który prowadzimy na Kłobuckiej 14 i tu nawet zrealizować swój własny pomysł. Mamy też Przystań Świętego Mikołaja, gdzie dzieci  ukraińskie od wybuchu wojny uczestniczą w zajęciach. Można włączyć się w te działania. Wolontariusze pomagają  też u nas na obozach i koloniach letnich, a później często zostają z nami i jeżdżą jako kadra pracownicza. Jak już ktoś wdepnie w Szansę, to musi uważać, bo może zostać na długo.

Rozmowa: Julia Różańska

Zdjęcie przekazane przez rozmówczynię