Przejdź do głównej zawartości Przejdź do stopki strony

Ustawienia cookies

Na tej stronie używamy plików cookies. Dzięki nim strona działa poprawnie i jest bezpieczna. Cookies pomagają też zapamiętać Twoje ustawienia i sprawiają, że korzystanie ze strony jest wygodniejsze. Nie zbieramy cookies do celów marketingowych.

W każdej chwili możesz zmienić swoje zgody na używanie plików cookies.

Niezbędne

Analityczne

Zewnętrzne

"Sprawia mi to radość, że mogę dać coś innym." – wywiad z Tadeuszem Frysiem, wolontariuszem Centrum Aktywności Międzypokoleniowej „Nowolipie”

Podróże, język angielski, spotkania z ciekawymi osobami – Pan Tadeusz Fryś ma wiele pomysłów na to, jak dzielić się swoją pasją z innymi.

W ramach wolontariatu prowadzi różnorodne zajęcia, zachęcając do rozmowy, odkrywania świata, wychodzenia z domu i... uśmiechu.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z wolontariatem?   

Tadeusz Fryś: Ja właściwie od zawsze byłem typem działacza.  Jedną z zasad, którą miałem wpojoną w domu przez rodziców było to, że sto razy lepiej jest dawać niż brać. Sprawia to mi wielką przyjemność.  Jeśli jest możliwość, to trzeba wychodzić naprzeciw, dawać ludziom coś, czego oni nie mają. O wolontariacie wiedziałem od zawsze. Zaczynałem na Imielinie, w lokalnym klubie seniora, ponieważ mieszkam na Kabatach, a potem zacząłem działać tutaj.  

Od ilu lat działa Pan jako wolontariusz?   

T.F.: Od momentu, gdy wróciłem do Polski, więc od dziewięciu lat zajmuję się tą działalnością.   

Pan Tadeusz stoi za biurkiem i opowiada historie. Ubrany w koszule w kratę i czarne spodnie. W tle na ścianie wiszą obrazy.

Źródło: Profil Facebook Centrum Aktywności Międzypokoleniowej "Nowolipie"

Na czym polega Pana wolontariat?   

T.F.: Wymyśliłem kilka form zajęć, które się dotychczas sprawdzają. Jedną z serii jest „spotkanie z..”. Raz w miesiącu zapraszam osobę, która jest z jakiegoś powodu znana. Siadamy sobie przy kawie i rozmawiamy. Uczestnicy tych spotkań mogą wtedy zadawać pytania i najważniejsze, na koniec mogą sobie zrobić zdjęcie. Cieszy mnie to, że mogę tych ludzi w jakiś sposób przybliżyć.   

Po powrocie do Polski zauważyłem, że dużo ludzi zna angielski, ale posiada barierę w mówieniu. Wymyśliłem więc spotkania na zasadzie konwersacji, podczas których spotykamy się i rozmawiamy po angielsku. Staram się, żeby każdy mógł coś powiedzieć podczas zajęć. Za każdym razem rozmawiamy na inny temat, który może przydać się w życiu codziennym.  

  Prowadzi Pan także spotkania podróżnicze. Skąd wziął się pomysł?  

T.F.: Ja kocham podróże. Widziałem dopiero 69 krajów, więc jeszcze dużo przede mną. W klubie podróżnika opowiadam o swoich przeżyciach. Pokazuję zdjęcia z moich podróży z żoną, opowiadam o tym co widziałem i czułem. Prowadzę także stronę internetową  – Tam byłem. Opisałem na niej większość miejsc, w których byłem.  

 Mój pierwszy wyjazd za granicę miał miejsce w 1967 roku. Pierwszy lot samolotem. To są takie rzeczy, które się nigdy nie zapomina, a w tamtych czasach wyjechać za granicę, gdziekolwiek... to było coś, co zostaje z człowiekiem na długo.  

Uważam, że pieniądze, które wydałem na podróże nie zostały stracone, bo tego co zobaczyłem na własne oczy... tego nikt mi nie odbierze. Zobaczyłem, doświadczyłem i jeszcze przekazuję dalej. Ważne jest, żeby mieć marzenia.  Ja miałem wiele marzeń i wiele z nich mi się spełniło, wiele jeszcze nie, ale jeszcze jest czas. Mam nadzieję.  

Co zainspirowało Pana do podróżowania?  

T.F.: Do podróży zachęciła mnie moja nauczycielka geografii ze szkoły podstawowej. Opowiadała tak ciekawie o tych krajach, że ja mając 15 lat znałem wszystkie państwa na świecie, łącznie ze stolicami, głównymi miastami oraz przepływającymi rzekami. Pamiętam jak powiedziała, że Australia jest tak daleko, że niemożliwe jest, aby tam dojechać. A ja tam dojechałem. To było jedno z moich największych marzeń. Dlatego chcę się dzielić swoimi doświadczeniami i opowiadać o tym, co widziałem. Jak zamknę oczy to widzę jak karmię tego kangura. To są rzeczy, których się w życiu nie zapomina.  

 W jakim wieku są osoby, które przychodzą na spotkania?  

T.F.: Głównie seniorzy. Jest to grupa osób, która stale przychodzi na spotkania otwarte. Często dzieje się tak, że ci ludzie zapraszają swoich znajomych czy sąsiadów. Poczta pantoflowa to najlepsza rekomendacja.  

Grupa seniorów siedzi wokół stołu i rozmawia. W tle ekran, na którym wyświetlona jest strona internetowa.

  Źródło: Profil Facebook Centrum Aktywności Międzypokoleniowej "Nowolipie"

Co chce Pan przekazać uczestnikom spotkań?   

T.F.: Chciałbym zachęcić ich do wyjścia z domu, żeby chociaż raz na pięć lub dziesięć lat wyjechali gdziekolwiek.   

Czy zdarzyło się, że ktoś zainspirował się podczas spotkań?  

T.F.: Tak, zawsze po zakończeniu spotkań jeszcze chwilę rozmawiam z uczestnikami. Często słyszę, że gdzieś się wybrali. Więc to jest właśnie  fajne, że ja w jakiś sposób kogoś zainspirowałem. Tych historii jest cała masa. Najbardziej zapadła mi w pamięć sytuacja, kiedystarsza pani podeszła do mnie i powiedziała: „Dziękuję Ci.  Byłam za granicą i udało mi się dogadać. Nie bałam się”.  

  Była to dla mnie największa nagroda. To znaczy, że moja praca nie poszła na darmo! Dlatego nawet jeżeli ktoś przyswoi sobie parę słówek i będzie wiedział jak ich użyć to już jest sukces.  

  Co Pan zyskuje dzięki temu, że dzieli się Pan swoimi doświadczeniami?  

  T.F.: Zyskuję uśmiech ludzi, którzy są zadowoleni z tego, że przyszli. Bardzo często po spotkaniach dziękują i mówią mi, że było bardzo ciekawie. Mówią, że nie wiedzieli o istnieniu tych miejsc., na przykład jak opowiadałem o Stanach Zjednoczonych i o parkach narodowych. Opowiadając o Yellowstone, zacząłem od tego, że nie spotkałem Misia Yogi i od razu ludzie byli radośniejsi.  

Czy wolontariat zmienił coś w Pana życiu?   

T.F.: Wolontariat sprawia mi dużo radości, dlatego że mogę dzielić się swoją wiedzą i radością.  

Mój tryb życia jest trochę pod wolontariat. Staram się na przykład wyjeżdżać w czasie, kiedy nie mam zajęć. Na spotkaniach pytam uczestników, gdzie by chcieli, żebym ich zabrał następnym razem. Ludzie wymyślają różne rzeczy, a ja mówię: “Dobrze, to będę opowiadał o tym, co chcecie”.  

Czy uważa Pan, że każdy może zostać wolontariuszem?   

T.F.: Według mnie wolontariusz musi być człowiekiem otwartym, który w łatwy sposób nawiązuje kontakt z innymi ludźmi. Poza tym powinien wiedzieć, co potrafi najlepiej. Dlatego wolontariusz musi najpierw sam sobie zadać pytanie, co ja mogę zrobić dla innych, żeby wychodzić naprzeciw tym ludziom.  

A nagroda? Nagrodą jest to, kiedy ktoś ci podziękuje. Powie, że dał sobie radę, tak jak ta Pani, która dzięki spotkaniom dogadała się po angielsku. To jest właśnie najbardziej satysfakcjonujące. Tu nie chodzi o pieniądze. Dla mnie to jest zupełnie naturalne. Ja po prostu taki jestem – jak to mówią: „Te typy tak mają”.  

Co w wolontariacie daje Panu największą satysfakcję?    

T.F.: To, że znam dużo ciekawych osób i mogę ich zaprosić tutaj, żeby ci ludzie też mieli szansę się z nimi spotkać na żywo. Jesienią pojawi się Tadeusz Drozda, który jest znanym satyrykiem.   

Zaprosiłem Panią Annę Marię Adamiak, która jest śpiewaczką operową. Jak zaczęła śpiewać, to nasze spotkanie przedłużyło się o pół godziny.    

Absolutnie nie traktuję wolontariatu jako obowiązku. Udało mi się dożyć lat, kiedy robię tylko to, co sprawia mi przyjemność.  

Grupa osób siedzi tyłem. Po lewej stronie siedzi Pan Tadeusz. Na środku stoi PaniAdamiak, za nią na monitorze wyświetlone są jej zdjęcia.

 Źródło: Profil Facebook Centrum Aktywności Międzypokoleniowej "Nowolipie"

 Gdyby miał Pan opisać swój wolontariat trzema słowami jak by one brzmiały?  

T.F.: Przyjemność, przyjemność i jeszcze raz przyjemność. Ja po prostu chcę to robić. Sprawia mi to radość, że mogę dać coś innym.  

Pan Tadeusz stoi na tle obrazów i  opowiada historię. Ubrany w białą koszulkę i jeansy. W tle na ekranie wyświetlony jest napis "Welcome to Las Vegas Gift Shop"

 Źródło: Profil Facebook Centrum Aktywności Międzypokoleniowej "Nowolipie"

Rozmowa: Martyna Jędrysiak, Klaudia Izdebska

Polecane oferty wolontariatów

Zobacz więcej

Potwierdź