Swoją przygodę z wolontariatem rozpoczął w wieku 8 lat, a dziś jest koordynatorem wolontariatu w Armii Zbawienia. O kim mowa? O Olegu Samoilenko, który w naszej rozmowie opowiada o działaniach sztabu wolontariuszy i przekonuje, że wszyscy możemy pomagać niezależnie od tego, w jakim jesteśmy wieku.

Portret ciemnowłosego mężczyzny w okularach. Ubrany w białą koszulę i krawat. Na lewej piersi czerwona tarcza Armii Zbawienia.

Niedawno przyjechał do Warszawy Chór Armii Zbawienia ze Szwecji na występ. Jak się udał?

Oleg Samoilenko: A dobrze! Armia Zbawienia to jest organizacja niezwykła, zawsze coś się dzieje. Dostaliśmy list miesiąc temu, że przyjeżdża do nas chór Armii Zbawienia ze Szwecji. Ja mówię: chór, co mam z nimi robić? (śmiech) A naprawdę fajnie było, uważam to za udane wydarzenie.

Grupa ludzi ubrana na galowo stojąca na scenie. W rękach trzymają śpiewniki i są ustawieni przodem do publiczności. Wszyscy mają przypięte czerwone tarcze z napisem "Armia Zbawienia"

Czy w Polsce też jest taki chór?

O.S.: W Polsce my jesteśmy małą organizacją, więc to zależy od miasta. U nas każda placówka trochę się różni, bo na przykład w Malborku jest tak, że ta Armia Zbawienia to tylko dzieci i młodzież. Nie mają osób starszych albo typowo pomocowych programów. Jakoś od początku działali z dzieciakami.

A jak to wygląda w Warszawie?

O.S.: W Warszawie jesteśmy bardzo ciekawą instytucją, ponieważ mamy różnorodną działalność. Jeden kierunek to dzieci i młodzież. Mamy klub malucha, gdzie dzieciaki od 0 do 6 lat mogą przychodzić i mają różne darmowe zajęcia z animatorem, fizjoterapeutą czy muzykalne. To klub rodzinny, więc przychodzą z rodzicami. A później od 6 lat do 14-15 lat mają zajęcia w świetlicy. To taka placówka wsparcia dziennego, do której przychodzą po szkole. Dostaną pomoc z odrobieniem lekcji, zjedzą też, bo nie ukrywam, że te dzieci pochodzą z trudnych rodzin. Chcemy im dać taką alternatywę, żeby oni mieli coś innego. Jest też klub młodzieżowy dla osób mających 14 lat i wyżej. W piątki na przykład biorę ich na basen czy do kina. Mamy też kluby dla kobiet, gdzie można się spotkać, wyjść gdzieś razem czy po prostu porozmawiać. Czasami są projekty z gotowaniem lub zero waste. Ostatnio mieliśmy „kuchnię antyinflacyjną”, czyli jak gotować tanio i prosto.

Młodzież siedząca przy stole w otoczeniu gier planszowych. Obok widać kobietę w granatowej koszulce z czerwoną tarczą z napisem "Armia Zbawienia"

I to w ramach jednego kierunku?

O.S.: Tak. Drugi to działania pomocowe. Mamy punkt, gdzie wydajemy żywność, ubrania, wspieramy osoby potrzebujące, starsze. Na przykład ostatnio mieliśmy Pana, który prosił o pomoc, bo dostał komórkę dotykową i nie wiedział, jak z niej korzystać. Zgłosiła się też do nas dziewczyna 18-19 lat, po domu dziecka, z prośbą o pomoc w znalezieniu miejsca do spania. Zawsze pojawia się nowa sytuacja. Można nam też przykazywać niepotrzebne ubrania, które właśnie będą dla osób potrzebujących.

A jak wpisują się w to wolontariuszki i wolontariusze?

O.S.: Po prostu nie dałoby się tego wszystkiego robić bez wolontariuszy i wolontariuszek.

Kto się do Was na przykład zgłasza?

O.S.: Kiedyś zgłosił się do nas wojskowy, zajmujący się inżynierią samolotową. I ja w ogóle ja nie widziałem co mu zaproponować. Ale akurat wtedy współpracowaliśmy z lokalną (praską) piekarnią. W każdy czwartek odbieramy tam pieczywo, żeby w piątek wydawać ludziom to, co im zostaje. I on zaproponował, że będzie co czwartek to odbierał, a że mieszkał na Żoliborzu, więc dla niego to też był kawałek. Codziennie przyjeżdżał i przynosił nam to pieczywo. Robił to przez kilka lat, aż nie wyjechał z rodziną, więc był taki wierny w tym.

Uśmiechnięty mężczyzna w szarej koszulce i z identyfikatorem Armii Zbawienia trzymający w dłoniach białą torbę.

A zdarza się, że ktoś przychodzi z propozycją konkretnego działania?

O.S.: Tak. Na przykład raz przyszła do nas dziewczyna, która uczyła się w szkole artystycznej i zaproponowała, że może uczyć rysunku dzieci. To dla nas zawsze superpomocne, bo to już gotowy pomysł. No więc mamy osoby w różnym wieku. Sam miałem 8 lat, gdy zacząłem chodzić do Armii Zbawienia, gdzie zaangażowali mnie bardzo szybko, więc wierzę, że w każdym wieku można pomagać.

Jak działają wolontariuszki i wolontariusze? Czy zostają z Wami na długo? Czy raczej zgłaszają się do konkretnych inicjatyw?

O.S.: Niektórzy nie ukrywają, że chcą pomóc tak okazyjnie, albo dla punktów, albo tylko przez jeden miesiąc, a dla mnie to żaden problem. Ja w ogóle uważam, że pomaganie nie musi być na zasadzie, że musisz teraz po prostu wszystko poświęcić. Chcesz kilka razy pomóc? Spoko. Niektórzy na przykład zgłaszają się, bo chcą pomóc zdalnie, ponieważ nie mogą uczestniczyć na miejscu w działaniach pomocowych. Staram się nikomu nie odmawiać. Mam taką zasadę, że jednak jak człowiek chce pomagać, to ma powołanie do tego i serce, więc nie chcę być tą osobą, która powie „nic dla ciebie nie mamy”, bo to jest najgorsze.

Rozmowa: Julia Różańska

Zdjęcia przekazane przez rozmówcę