Z czego dumna jest Karolina Kilar? Czym jest "gra w ciupy"? I jak to wszystko łączy się z wolontariatem? Odpowiedzi znajdziecie w wywiadzie. Ale już teraz zdradzimy Wam jedno, po lekturze na pewno zgodzicie się z naszą rozmówczynią i stwierdzicie, że w Bibliotece Publicznej w Dzielnicy Ursus "nie ma nudy". 

Od jak dawna pracujesz na stanowisku koordynatorki wolontariatu?

Karolina Kilar: Przyjemność bycia koordynatorem wolontariatu w Bibliotece Publicznej im. W.J. Grabskiego w Dzielnicy Ursus m.st. Warszawy mam od blisko 6 lat, czyli od roku 2018.

Kobieta w rudych kręconych włosach, białym golfie i okularach w czarnych oprawkach trzymająca dyplom z napisem "Koordynator Wolontariatu Roku 2021"

Czy to zaczęło się od Twoich własnych doświadczeń, gdy działałaś jako wolontariuszka?

K.K.: Moje doświadczenia wolontariackie sięgają czasów, kiedy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zaczynała grać w całej Polsce. Od piątego Finału, kiedy współorganizowałam koncerty w moim mieście, staram się być wolontariuszem każdego kolejnego Finału. Wciągam w to również moje dzieci tak, żeby miały świadomość, że dobroć i chęć niesienia pomocy, w jakiejkolwiek sferze, stanowi o sile naszego człowieczeństwa. Ale moja przygoda z wolontariatem to również czas pracy w bibliotece w moim mieście, Żyrardowie, gdzie tak naprawdę wszystko się zaczęło. Moi wolontariusze, którzy w tamtym czasie nie byli zrzeszeni w żaden sformalizowany sposób, nie pomagali nam „za punkty”, wykonywali mnóstwo rozmaitych zadań, związanych z naszymi aktywnościami na rzecz naszych małych czytelników. Były pikniki, były aktywności wakacyjne, wspólne gotowanie, a nawet śledzenie prawdziwego Mikołaja on-line, w początkach rozwoju Internetu. Tak naprawdę od dawna, codziennie staram się pomóc, kiedy ktoś tej pomocy potrzebuje, a ja wiem, że mogę to zrobić. Pomagam chętnie i czuję taką potrzebę. Staram się pomagać najbardziej potrzebującym, chorym nieuleczalnie dzieciom. Zawsze w okresie Świąt wpłacam jakieś sumy na zbiórki, kupuję lub licytuję przedmioty wystawiane na aukcjach i kiermaszach pomocowych. Nie odmawiam nigdy, kiedy ktoś prosi mnie o kupno jedzenia. Byłam wolontariuszem Szlachetnej Paczki, a obecnie przystąpiłam do wolontariatu Fundacji Zaczytani.org, bo myślę, że czytanie też może być świetną formą pomocy.

Na czym Ci zależało podczas budowania Waszej wolontariackiej bazy w Bibliotece?

K.K.: Zależało mi przede wszystkim na usystematyzowaniu kontaktów między młodymi ludźmi, a biblioteką. Na stworzeniu jasnych zasad, w jaki sposób ten wolontariat ma się odbywać. Zależało mi także na tym, aby był on atrakcyjny nie tylko dla samych beneficjentów, ale również, a może przede wszystkim dla samych wolontariuszy. Żeby był ciekawy, rozwijający ich kompetencje społeczne i nie nudny. Chciałam, aby obok oczywistych form pomocy w bibliotece, młodzi ludzie mieli szansę brać udział w różnych fajnych wydarzeniach, które będą mogli współtworzyć. Poza tym chcę, aby wolontariusze byli naszymi ambasadorami. Młodzież rzadko czyta, a jak trafia do biblioteki, to zaczyna patrzeć na nią inaczej. Widzi tu nie tylko rzędy książek, ale dostrzega innych ludzi, rówieśników, różne rodzaje działań. Często są zaskoczeni, że tak dużo różnorodnych form odbywa się w bibliotece.

Zostałaś nagrodzona w konkursie na „Koordynatora Wolontariatu” w 2021 roku. Z którego z działań zrealizowanych w Bibliotece jesteś szczególnie dumna?

K.K.: To prawda, zostałam. I bardzo się z tego cieszę, traktując tą nagrodę jako najcenniejsze trofeum, potwierdzające, że idziemy w dobrym kierunku. Jestem dumna z tego, jak wygląda nasza komunikacja z wolontariuszami oraz z tego, że dzięki cudownym partnerstwom kilku instytucji i organizacji oraz dofinansowaniu, które udaje nam się pozyskać, pracując z Ochotnikami warszawskimi możemy realizować różne wspólne działania. Ostatnio jestem dumna z tego jak często i jak licznie zgłaszają się dorośli wolontariusze, chętni do prowadzenia rozmaitych działań w bibliotece – dzięki temu mamy warsztaty tkackie, warsztaty decoupage, pomoc w nauce niemieckiego, pomoc w trudnościach z matematyką, wsparcie psychologa dla Mam z Klubu Mam i Maluchów, zabawy dla najmłodszych, totalnie szalone warsztaty z klockami Lego i różne inne.

Cztery kobiety i mężczyzna stojący w niebieskich koszulkach z napisem "Kreator MOCy

Z Liceum Montessori, Domem Kultury „Miś” oraz Uniwersytetem Trzeciego Wieku w ramach partnerstwa zorganizowaliście wolontariacki piknik rodzinny. Skąd pomysł akurat na taką inicjatywę?

K.K.: Pomysł na piknik rodzinny to odzew na entuzjazm, z jakim spotkała się realizacja poprzedniego projektu „Wolontariat nie ma wieku”, podczas którego nie tylko pokazaliśmy, kim są wolontariusze naszej Dzielnicy, ale również zapytaliśmy o potrzeby aktywności wolontariackiej mieszkańców w różnym wieku. Wiedzieliśmy już, że nasi mieszkańcy czują potrzebę zaangażowania się w działania na rzecz społeczności lokalnej. I tak powstał piknik w którym wzięły udział całe, wielopokoleniowe rodziny naszych wszystkich wolontariuszy.

Jaki był odzew społeczności?

K.K.: Odzew społeczności był niesamowity! W sensie pozytywnym. Mnóstwo ludzi spędziło aktywnie swój wolny czas, uczestnicząc w naszych aktywnościach oraz rozmawiając w przygotowanej przez wolontariuszy kawiarence pełnej słodkości i ciepłej herbaty.

Podczas pikniku dużo się działo. Na przykład można było znaleźć stoiska o nazwach „cap cup” czy „ciupy”, ale także „wolontariacki idea box”. Czy podjęłaś się realizacji, któregoś z pomysłów, który się tam znalazł?

K.K.: Oczywiście, że tak! Gra w ciupy to gra z mojego dzieciństwa! Wolontariacki idea`s box to dodatek do „Selfie z wieszczem” za które odpowiadali wolontariusze Liceum Montessori. Dzięki tej skrzyneczce dostaliśmy sporo ciekawych pomysłów na nasze działania. W zasadzie, wspólnie z naszą fantastyczną ekipą realizowałam chyba każdy punkt naszego bogatego programu.

Macie też logotyp „Wolont(w)ariat” – jest bardzo chwytliwy. To była Twoja inicjatywa by taki logotyp wolontariackim powstał?

K.K.: Bardzo chciałam, żebyśmy mieli taki znak rozpoznawczy. Wymyśliłam to hasło, a potem poprosiłam koleżankę, która potrafi robić cuda w różnych programach graficznych, żeby „skomponowała” logotyp i tak powstał nasz „Wolont(w)ariat”. Myślę, że to hasło znakomicie oddaje moje pojmowanie wolontariatu, bo trzeba odrobiny szaleństwa, żeby odnaleźć swoją drogę w działaniach pomocowych i czerpać z tego prawdziwą przyjemność. Nie ma nudy!

Czarny kontur przedstawiający otwartą książkę z czerwonym sercem. Pod rysunkiem widnieje czarny napis Wolont(w)ariat

Czy do tej pory w wolontariacie czy w osobach udzielających się wolontariacko coś Ciebie zaskoczyło?

K.K.: Wiele rzeczy mnie zaskakuje. Ale najbardziej zaskakują mnie sytuacje, kiedy nasi nieliczni co prawda wolontariusze, wracają do nas np. będąc już w szkole średniej z własnymi inicjatywami, a dodatkowo wciągają w to swoich kolegów. Zaskakuje mnie też to, jak fajnie działają w wolontariacie ludzie dorośli. Jestem zdumiona ich zaangażowaniem i tym, że znajdują i poświęcają swój prywatny czas na nieodpłatne, profesjonalne działania. Zaskoczyło mnie także to, jak chętnie – w ślad za dzieciakami, w wolontariat angażują się ich najbliżsi. To naprawdę super sprawa.

Grupa ludzi stojąca wokół kolorowej, narysowanej kredą ścieżki

Co teraz dzieje się w Bibliotece? W co można się zaangażować?

K.K.: Aktualnie, zbliżamy się do sezonu wydarzeń plenerowych, a więc będzie to czas, kiedy dużo się dzieje i nasi młodzi wolontariusze będą mieli okazję „pracować w terenie” przy organizacji naszych stoisk i działań podczas rozmaitych pikników. Nadal, swoim torem idzie wolontariat pomocniczy, który wolontariusze realizują w naszych placówkach oraz wolontariat osób dorosłych. Co ciekawe, w tym roku to właśnie nasi dorośli wolontariusze napisali projekt partnerski i z tego, co mi wiadomo został on dofinansowany. Poszukujemy też wolontariuszy do nauki szybkiego czytania – w naszej ocenie, umiejętności cennej dla każdego bibliofila, a tych ostatnich u nas bardzo dużo. Także, zapraszamy do nas.

Czy zdradzisz jakie masz plany na najbliższy czas? A może jakieś marzenie wolontariackie?

K.K.: Hm…. Jako koordynator, chciałabym, żeby czas tak nie pędził, a tak na serio, chciałabym, żeby nie było podziału godzin wolontariackich na siódmą i ósmą klasę, bo to skraca czas „pobytu” w naszej instytucji i sprawia pewną trudność, ze względu na rotację wolontariuszy, a przez to na brak możliwości na lepsze ich poznanie, większe zaangażowanie i zbudowanie relacji. Chciałabym, żeby było więcej czasu na realizację bardziej rozłożonych w czasie działań i pobycie razem.

Rozmowa: Julia Różańska

Zdjęcia przekazane przez rozmówczynię