Od lat jest związana z działalnością wolontariacką. Dzisiaj natomiast czuwa nad wolontariuszami przy więcej niż jednej inicjatywie realizowanej w Fundacji Bator Tabor Polska. O tym, jak można zacząć swoją przygodę z wolontariatem i co dzięki niej można zyskać, opowiada koordynatorka wolontariatu - Paulina Gruszczyńska. 

Uśmiechnięta kobieta w rudych włosach i szarej czapce patrząca w kamerę. W tle widać ścieżkę zasypaną śniegiem oraz drzewa.

Czy możesz się przedstawić i powiedzieć czym się zajmujesz?

Paulina Gruszczyńska: Mam na imię Paulina. W Fundacji Bator Tabor Polska pełnię funkcję koordynatorki wolontariatu, ale też zajmuję się organizacją wszystkich programów, które są tam realizowane. Z Fundacją jestem związana od dwóch lat i od początku byłam zatrudniona na stanowisku koordynatorki. Specjalistką natomiast zostałam w tym roku, więc teraz pełnię dwie role.

Czy sama się zgłosiłaś na stanowisko koordynatorki?

P.G.: Tak. To był przede wszystkim mój pomysł, bo chciałam być związana z psychologią, którą studiuję i wykorzystać swoje umiejętności. Bardzo podoba mi się to, że środowisko się zmienia i można zawsze zrobić coś nowego.

Czy Twoje doświadczenia z wolontariatem rozpoczęły się w Fundacji Bator Tabor, czy może wcześniej?

P.G.: Wolontariat u mnie zaczął się bardzo dawno temu, bo jako młoda osoba brałam udział często w akcji WOŚP. Były to spotkania z ludźmi na zewnątrz, liczenie pieniędzy, czy przystrajanie sali. Zawsze mi się podobała taka inicjatywa, żeby coś od siebie dać. Dwa lata temu zaczęłam też wolontariat w Fundacji Święty Mikołaj dla Seniora. I tam zaproponowano mi bycie koordynatorką, która komunikowałaby się z tzw. Mikołajami. Miałam pieczę nad kontaktem z nimi, prowadziliśmy wspólnie grafik i robiliśmy raporty, żeby to wszystko jakoś trzymało się kupy i by paczuszki dotarły do seniorów w domach opieki.

Wspomniałaś, że w zespole jest kilka innych osób, które z Tobą działają. Ile ich jest?

P.G.: Ogólnie sprawuję pieczę nad zespołem wolontariuszy, którzy prowadzą ze mną programy z dziećmi na oddziałach. Ale też działamy w formie organizacji weekendów dla dzieci, które są po leczeniu onkologicznym i wtedy czasami daję wolontariuszom po prostu zadania, żeby mogli być liderami na różnych blokach. W zespole aktualnie mamy takich aktywnych wolontariuszy koło 15-16. Wcześniej około 20 aplikowało do naszego największego programu, gdzie robimy co rok wielką rekrutację.

Wspomniałaś, że aplikacja się odbywa co jakiś czas.

P.G.: Tak. Oficjalnie raz w roku jest prowadzona rekrutacja do programu szpitalnego na onkologię i to jest bardzo długi proces złożony z kilku różnych ważnych kroków.

Jakie to kroki?

P.G.: Na początku jest umieszczenie ogłoszenia. Następnie zainteresowana osoba wyraża zgodę w formularzu złożonym z około 20 pytań, na rozmowę w trybie online. To szansa byśmy mogli się poznać, ale żebym także dowiedziała się jaka motywacja kieruje taką osobą. Jeżeli ta osoba według mnie jest w porządku, to ją akceptujemy i kierujemy na nasze szkolenie, które trwa dwa dni.

Na czym polega to szkolenie?

P.G.: To są bloki tematyczne połączone z praktyką i obszerną wiedzą po to, żeby wolontariusze dobrze się przygotowali i wiedzieli, z czym to się wszystko wiąże. Taka osoba ma też obowiązek wysłać nam zaświadczenie o niekaralności oraz CV. Ale tu nie chodzi raczej o osiągnięcia i medale, tylko żebyśmy wiedziały, z kim mamy do czynienia. Jest jeszcze dokument referencji, o którego przysłanie proszę. Trochę tego jest, ale myślę, że w kontekście programu szpitalnego i uchodźczego naprawdę warto.

Czy ten proces dotyczy wszystkich programów, czy są też inne formy zaangażowania się w Fundacji?

P.G.: Nie. Przykładowo żeby zaangażować się w wolontariat akcyjny, czyli tzw. „ekspresowy”, wystarczy wypełnić formularz dostępny na stronie internetowej. Jest cały czas aktywny, więc jeżeli ktoś ma ochotę do nas dołączyć, ale nie mamy aktualnie naboru na największe przedsięwzięcie, to jesteśmy w stanie zaproponować coś mniejszego. Na przykład fotografowanie lub pisanie tekstów na naszą stronę.

Czy zdarza się, że podczas procesu rekrutacyjnego zgłaszające się osoby rezygnują z decyzji zaangażowania się w wolontariat? Myśląc w kontekście  złożonego procesu rekrutacyjnego oraz charakteru działań, które czekają na wolontariuszy i wolontariuszki.

P.G.: Myślę, że dobrym dowodem na to, że ludzi to nie odstrasza jest na pewno nasza liczba wolontariuszy. Moim zdaniem rozbudowany proces rekrutacji to jest dobry sposób na to, żeby te osoby zobaczyły czy na pewno się odnajdą i czy to dla nich nie będzie po prostu za ciężkie. Czasami na szkoleniu na przykład się okazywało, że jedna osoba zobaczyła, o co chodzi i zrezygnowała. Kwestia onkologiczna jest bardzo wrażliwym tematem dla niektórych i myślę, że zawsze znajdą się osoby, które zrezygnują. Dodam też, że zgłaszają się do nas osoby dojrzałe, ponieważ mamy wymóg skończenia 20 lat, więc myślę, że są świadome tego na co się piszą.

Wspomniałaś o programie szpitalnym, uchodźczym oraz o ekspresowym wolontariacie. Ale widziałam też, że organizujecie różne wyjazdy.

P.G.: Tak! Mamy tzw. Weekend z Odwagą, podczas którego wymyślamy dzieciom zajęcia edukacyjne. Ogólnie misja polega na tym, żeby przyciągnąć dzieci, które potrzebują miejsc, w których poczują się po prostu sobą i nie będą czuły, że nie muszą czegoś udowadniać lub się wstydzić. Głównie chodzi o to, żeby to dzieciństwo wróciło do nich, bo często przez leczenie, czy też problemy, takie jak wojna w Ukrainie, stają się dorosłymi bardzo szybkim czasie. Więc my na takich programach nie rozmawiamy głównie o chorobie czy też wojnie. Oczywiście jest na to przestrzeń, ale głównie skupiamy się na zabawie, na rozwoju i na tym, żeby dzieci mogły decydować, co robią i w jaki sposób. Żeby podjęły jakiegoś typu wyzwanie, żeby miały coś więcej z tego, niż tylko chwilę zabawy.

Wracając do Weekendu z Odwagą, powiedziałaś, że dzieci podejmują różnego rodzaju wyzwania. Czy towarzyszą im w tym wolontariusze i wolontariuszki?

P.G.: Tak. Wolontariusz ma rolę właśnie motywowania tych dzieciaków do podejmowania wyzwania, nawet w wyborze gry planszowej czy przywitania się. To często jest dla nich dużym krokiem, ponieważ dużo osób się nie zna i nagle przychodzi do zupełnie innego środowiska. Tę pałeczkę przekazuję właśnie wolontariuszom, żeby sami potrafili dzieciaki zmotywować do przekroczenia tej strefy komfortu. Ale żeby oczywiście brali pod uwagę ich psychiczne bezpieczeństwo i nie zmuszali na siłę.

Co najczęściej mówią wolontariusze i wolontariuszki o swoich doświadczeniach w Fundacji?

P.G.: Jak rozmawiamy po programach, to dość często słyszę, że ktoś był zestresowany. I za każdym razem jest tak, że gdy już znajdą się na sali z dziećmi, to wychodzą z tym uśmiechem na twarzy, bo te dzieci też dają dużo w postaci czystej radości. Myślę, że wolontariusze wynoszą z tego więcej, niż ja zdaję sobie z tego sprawę. I pomimo tego, że to jest męczące psychicznie i fizycznie, to mają satysfakcję, że te dzieci mogą dzięki nim na chwilę zapomnieć o bólu i innych sprawach.

Czyli zachęcacie wolontariuszy i wolontariuszki do wychodzenia z własnymi inicjatywami i pomysłami?

P.G.: Ja od początku zawsze ich zachęcam. Mamy tzw. „worek pomysłów” stworzony w Excelu, gdzie każdy może swój pomysł wpisać i jeżeli jest jakiś program, to sprawdzam czy ktoś coś dopisał i wtedy próbuję to włączyć. Ja się bardzo cieszę z tego powodu, bo to jest szansa dla wolontariuszy, żeby się pokazali od jakiejś innej strony.

Czy przychodzą Ci do głowy jakieś inicjatywy czy pomysły zaproponowane przez wolontariuszy i wolontariuszki?

P.G.: Na pewno mogę podać przykład jednej dziewczyny, która na zgłaszając się na wolontariat była dosyć cichą osobą. A teraz podsyła mi pomysły, na przykład na nowe gry. Ostatnio przyniosła też książki z obrazkami, które chciała pokazać dzieciom i czytać wcielając się w postacie. Więc to też pokazuje, że ten kontakt z dziećmi, też ich rozwija, a nie same dzieci. Na wolontariat zgłosił się też Piotrek - artysta, który zaproponował, że może poprowadzić warsztaty plastyczne dla dzieciaków. Po odbytych zajęciach dostaliśmy informację, że dzieci które nie chciały malować, malowały chętnie potem w domu. Działa u nas też osoba, która pracuje w przedszkolu Montessori. W związku z tym zapytałam się czy nie chciałaby poprowadzić zajęć podczas weekendu z dziećmi, by mogły podjąć jakieś wyzwanie. Więc zobaczymy jak to wymyśli.

Brzmi naprawdę wspaniale! Powoli zbliżamy do końca rozmowy, więc czy jest coś, co chciałabyś dodać?

P.G.: Mogę powiedzieć, że z ekipą wolontariuszy staramy skupiać się na tym, że te dzieci tak naprawdę wyniosą więcej z samego spotkania. Nie liczy się tutaj liczba uczestników, tylko to, jak dzieci to przeżyją.

Dziękuję. W takim razie mam ostatnie pytanie, do kogo jest skierowany wolontariat w Fundacji Bator Tabor?

P.G.: Dla kogo? Myślę, że dla każdego, kto czuje chęć pomocy i bycia człowiekiem, świadkiem czegoś nienamacalnego, niematerialnego. Dla osób, które lubią dawać po prostu. Bo wierzę w to, że cały czas gdzieś na tym świecie są osoby - i fundacja jest na to dowodem - których właśnie łączy jeden cel, czyli dobro drugiego człowieka. A w tym przypadku dzieciaków.

 

Rozmowa: Julia Różańska 

Zdjęcie przekazane przez rozmówczynię.