Jest liderką wolontariuszy na Dworcu Wschodnim. Od początku wojny na Ukrainie przeznaczyła już ponad 100 godzin na wsparcie uchodźców przyjeżdzających do Warszawy. O tym skąd czerpać siły na niesienie długofalowej pomocy, o motywacjach i doświadczeniach z wolontariatu kryzysowego - opowiada Yana Bratskova.

Co zmotywowało Cię do działania i włączenia się w wolontariat organizowany przez Urząd m.st. Warszawy?

Yana Bratskova: Po dwóch dniach inwazji Rosji na Ukrainę, jak tylko zobaczyłam na Facebook’u ogłoszenie o naborze wolontariuszy Miasta st. Warszawy, to od razu bez wahań wypełniłam formularz zgłoszeniowy. Ciężko było mi pozostać obojętną na to, co się działo za wschodnią granicą. Uznałam, że w tym momencie jest to lepsze niż siedzenie w domu i śledzenie informacji. Zaskoczyło mnie to, że rekrutacja na wolontariat przebiegła tak szybko i z dnia na dzień mogłam już działać i realnie pomagać tym ludziom.

Pierwsze dyżury odbywałam na Dworcu Zachodnim i w punkcie pobytu tymczasowego w Arenie Ursynów. Moje zadania polegały przede wszystkim na tłumaczeniu oraz pomocy na bieżąco. Później, na podstawie wcześniejszych doświadczeń wolontariackich, dostałam propozycję bycia liderką wolontariuszy na Dworcu Wschodnim.

Projekt bez tytułu 13

Opowiedz o wolontariatach, w których uczestniczyłaś w przeszłości.

Y.B.: To nie jest mój pierwszy wolontariat w życiu. Dużo udzielałam się w trakcie studiów. Na przykład podczas wymiany studenckiej Erasmus w Niemczech działałam w miejscu służącym do integracji tamtejszych uchodźców. Aktywność w życiu społecznym nie jest mi obca.

Rozumiem, że decyzja o pomocy uchodźcom była Twoją natychmiastową reakcją na sytuację w Ukrainie. Powiedz - czy miałaś jakieś obawy? Jak wyobrażałaś sobie tę pracę?

Y.B.: Szczerze mówiąc w tamtym momencie nie miałam żadnych obaw. Decyzja o pomocy była dla mnie czymś naturalnym. Miałam poczucie, że mogę pomóc, jeszcze dokładnie nie wiedziałam jak, ale zakładałam, że się dowiem. Dopiero w trakcie pracy dotarło do mnie, że to zadanie bywa trudne pod kątem emocjonalnym.

Jakie umiejętności i wiedza przydały Ci się najbardziej w tym zadaniu?

Y.B.: Zdecydowanie znajomość języków obcych! Znam polski, angielski, rosyjski i rozumiem język ukraiński, bo mam parę koleżanek i kolegów z tego kraju. Jak lideruję, jestem też tłumaczem. W tym zadaniu przydaje się też dobre zarządzanie i otwartość na ludzi. Podczas zmian jest dużo informacji, trzeba je dobrze przekazywać innym.

Czym zajmuje się wolontariusz, a czym lider wolontariuszy?

Y.B.: Lider wolontariuszy przychodzi na zmianę wcześniej, rozmawia z koordynatorem oraz liderem poprzedniej zmiany. Ważne jest zdobycie informacji o przebiegu poprzedniej zmiany i sytuacji na Dworcu.
5 minut po rozpoczęciu zmiany zbieram grupę wolontariuszy i robimy odprawę. Później dzielę wolontariuszy na podgrupy względem zadań i miejsca pracy. Po odprawie czuwam nad przebiegiem zmiany będąc na miejscu. Udzielam również odpowiedzi na pytania innych wolontariuszy, zajmuję się też pracą przy tłumaczeniach oraz pomagam w innych zadaniach bieżących. Można powiedzieć, że jestem łącznikiem pomiędzy wolontariuszami, a koordynatorem. Czasem sobie myślę, że „pomagam w taki sposób, w jaki chciałabym żeby ktoś mi pomógł, gdybym była w takiej potrzebie”, choć nie dopuszczam takiej wizji do swojej głowy.

Czym się zajmują wolontariusze?

Y.B.: Zadaniem wolontariuszy jest przede wszystkim odbieranie ludzi z pociągów i autokarów, które przyjeżdżają na Dworzec. Udzielamy im informacji, pomagamy w zaplanowaniu dalszej podróży, tłumaczymy, odprowadzamy do tymczasowego miejsca pobytu, np. do namiotu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy punktu recepcyjnego stworzonego przy wielostronnej współpracy Norwegian Refugee Council, Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej i miasta stołecznego Warszawa. Podczas naszej zmiany dbamy o to, by każdy potrzebujący znalazł wsparcie. Wyobraź sobie, że podczas jednej (trwającej 6 godzin) zmiany robi się czasem nawet 15-16 tysięcy kroków.

Jak znaleźć czas na taki wolontariat? Jak udaje Ci się połączyć pracę z tak angażującym zajęciem?

Y.B.: Pracuję każdego dnia mniej więcej od godziny 8:00 do 17:00, oczywiście z przerwą na obiad. Moja firma daje pracownikom możliwość przeznaczenia na wolontariat 24 godzin pracy w ciągu roku. Na początku przychodziłam w czasie pracy, ale te 24 godziny dość szybko się skończyły. W tym momencie wybieram zmiany trwające pomiędzy 18:00 a północą, od razu kończąc pracę jadę na Dworzec Wschodni. Kilka razy w tygodniu.

Po wolontariacie wracasz do domu, kładziesz się spać, a rano idziesz do pracy. Skąd czerpać siły na tyle ?

Y.B.: Teraz wiem, że jeśli nie zadbasz o siebie, to szybko się wypalisz. Bardzo dużo osób zaniedbuje ten obszar, ale ważne jest to, aby podchodzić do pomocy innym w sposób racjonalny. Spotkałam wiele osób, które na wolontariacie poznają historie uchodźców, wracają do domów i czują się winni, że mają wszystko – dom, rodzinę, pracę.

W tak intensywnym pomaganiu innym przydatna jest superwizja, którą bezpłatnie oferuje wiele organizacji pozarządowych. Opowiedzenie o swoich trudnościach i wyzwaniach na głos jest bardzo ważne. Poszłam na konsultację, bo nie miałam już sił na tak intensywną pracę, w jaką zaangażowałam się w pierwszych tygodniach wojny. Ten czas sprawił, że czułam się okropnie i to nie ze względu na to, że sypiałam po 5-6 godzin, tylko odczuwałam duże obciążenie emocjonalne, a moje emocje nie miały ujścia.

Natomiast teraz, dzięki superwizji, działam w większej zgodzie ze sobą. Ustaliłam, że nie biorę zmian podczas weekendów, bo wiem, że dla mnie to za duże obciążenie. Powtarzam innym wolontariuszom, że wsparcie psychologiczne jest czymś normalnym i bardzo potrzebnym, w innym wypadku się wypalimy. Najpierw musimy zadbać o siebie, zanim będziemy w stanie dobrze pomóc uchodźcom.

Skąd bierze się poczucie winy w wolontariuszach? Jak myślisz, dlaczego porównują swoją sytuację życiową do sytuacji uchodźców?

Y.B.: Być może wolontariusze utożsamiają się z tymi ludźmi, ze względu na to, że łączy nas podobna mentalność. Wielu z nas ma przyjaciół w Ukrainie, niektórzy byli w tym kraju. Nie mniej ważne jest też to, że wojna dzieje się blisko naszej granicy i dotyka bezpośrednio naszych przyjaciół i ich rodziny, to często sprawia, że ludzie są bardziej świadomi zagrożenia i porównują swoją sytuację życiową do sytuacji osób uciekających.

Uchodźcy natomiast nie oceniają i nie wprawiają nas w poczucie winy, ani razu nie usłyszałam, żeby ktoś powiedział, że jestem w lepszej sytuacji od nich. Wręcz przeciwnie, spotykam się z wielką czułością i podziękowaniami za obecność i pomoc w tak trudnym dla nich momencie.

Jak oceniasz obecną sytuację, czy Twoim zdaniem są potrzebni nowi wolontariusze?

Y.B.: Potrzeby nie maleją. Zdecydowanie wciąż potrzebni są nowi wolontariusze! Chociażby dlatego, że ci, którzy intensywnie pomagali na początku wojny, teraz potrzebują odpoczynku. Wiedzą też, że nie są w stanie przychodzić na zmiany codziennie. Angażują się w wolontariat bardziej świadomie.

Choć aktualnie na dworcach zdarzają się godziny, w których nie ma tak dużo pracy, jak w przypadku zmian, podczas których wysiada kilkadziesiąt lub więcej osób z Ukrainy, to obecność wolontariuszy jest bardzo potrzebna! Nawet jeśli przez jakiś czas widzimy, że dużo się nie dzieje, to według mnie jest to normalna sytuacja, a nawet pożądana. Sytuacja w trakcie jednej zmiany na pewno nie oddaje obrazu regularnej pracy wolontariusza na Dworcu Wschodnim. Gdyby bez przerwy był tłok na dworcach, byłoby bardzo ciężko nad tym wszystkim zapanować.

Ile godzin do tej pory spędziłaś na wolontariacie?

Y.B.: Ponad 100 godzin.

Co Ci to dało?

Y.B.: Kiedyś wydawało mi się, że mam bardzo mało czasu. Wtedy akurat nie miałam wolontariatu po pracy, przed kolejnym dniem pracy. Wolontariat zdecydowanie dał mi poczucie, że wolny czas, to kwestia dobrej organizacji. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że wolontariat jest dla mnie ważny i potrzebny. Choć wszyscy mamy nadzieję, że kiedyś nasza pomoc na dworcach nie będzie już potrzebna i kiedyś to wszystko się skończy, to wiem, że chcę się dalej angażować i będę szukała dla siebie kolejnych form aktywności społecznej. Pomoc potrzebującym uświadomiła mi też, jak bardzo jestem silna!

Yana, dziękuję Ci w imieniu nas wszystkich, za Twoją pomoc, zaangażowanie i czas na rozmowę pełną refleksji. Wszystkiego dobrego!

 

Rozmowa: Dorota Kaczmarek

Zdjęcia przekazane przez rozmówczynię


Chcesz pomóc uchodźcom, którzy przyjechali z Ukrainy do Warszawy?

Na naszym portalu stworzyliśmy specjalną kategorię wolontariatu "dla Ukrainy". Już dziś poznaj oferty wolontariatu!


 Tu znajdziesz oferty bezpłatnego wsparcia psychologicznego dla wolontariuszy zaangażowanych w pomoc uchodźcom.