W internecie można znaleźć wiele poruszających relacji z wyjazdów na zagraniczne wolontariaty. Z im bardziej egzotycznych destynacji pochodzą, tym większe zainteresowanie wzbudzają. Sprawiają one też, że coraz więcej osób decyduje się w swoim życiu na taki wyjazd. I nie są to tylko uczniowie czy studenci! Czy jednak każdy wolontariat za granicą jest równie wartościowy dla lokalnych społeczności i środowiska? O tym czym jest etyczny wolontariat zagraniczny i na co trzeba zwrócić uwagę, jeśli chce się zostać ochotnikiem w innym kraju, opowiada Alicja Kosińska z projektu „Zanim pomożesz”, który jest prowadzony przez Fundację Go’n’Act.

Logo projektu Zanim pomożesz. Czerwony napis "ZANIM POMOŻESZ" w czerwonym kółku

Co oznacza hasło „etyczny wolontariat zagraniczny”?

Alicja Kosińska: Etyczny wolontariat zagraniczny można streścić jednym prostym zdaniem – jest to wolontariat, który nie wspiera wyzysku ludzi i zwierząt, a także taki, który nie pogłębia nierówności społecznych. Mamy społecznie utarte, że wolontariat z natury jest dobry, że ważne są dobre intencje. I w bardzo wielu przypadkach się to sprawdza. Niestety w przypadku wolontariatów zagranicznych, które uległy sporej komercjalizacji i ich jakość spadła, może być tak, że w wielu przypadkach wcale te działania nie będą pomocne czy skuteczne. Dlatego to tak istotne, by wybrać wolontariat, który jest nie tylko interesującą przygodą dla nas jako wolontariuszy, ale też naprawdę realizuje swoje założenia i sprawia, że nasza obecność ma sens.

Skąd wzięła się kampania „Zanim pomożesz”?

A.K.: Projekt „Zanim pomożesz” powstał jako odpowiedź na problem rosnących nadużyć w sektorze wolontariatów zagranicznych. To co nami kierowało, to nie tylko troska o beneficjentów tych projektów, którzy mają de facto zyskać na obecności wolontariusza, ale także dbałość o samych wolontariuszy. Wielu z nich jedzie na projekt z sercem na dłoni, chce jak najlepiej, poświęca dużo swojego czasu, emocji, pieniędzy, a nawet może nie mieć świadomości, że przyczynia się do czegoś, co nie tylko nie jest pomocne, ale wręcz może być bardzo szkodliwe.

Czy „łatwo” jest wyjechać na wolontariat za granicą, który będzie przynosił wymierne korzyści?

A.K.: Chciałbym powiedzieć, że jest, ale niestety nie będzie to prawdą. Poszukiwania takiej organizacji, która po pierwsze działa w kraju, do którego chcemy jechać, po drugie poszukuje w danym momencie ludzi o naszych kompetencjach i do tego w tym czasie, jakim się dysponuje… bywa, że trudno jest to wszystko zgrać. Poszukiwania wolontariatu, który jest etyczny jest dużo trudniejsze i długotrwałe, niż znalezienie pierwszego lepszego, który wygląda atrakcyjnie. Nie mniej jednak – warto! Dla wielu wolontariuszy, którzy jadą w taką podróż jest to przygoda życia, która odmienia ich na zawsze. Stąd myślę, że poświęcenie trochę więcej czasu na poszukiwanie odpowiedniego projektu, to nie jest tak wielki koszt, biorąc pod uwagę to, co później wolontariusz zyskuje na resztę swojego życia, wiedząc że była to przemyślana decyzja i działania były możliwie skuteczne, a nie przypadkowe czy szkodliwe. Problem z szukaniem odpowiedzialnego wolontariatu jest dosyć złożony, bo wolontariaty zagraniczne uległy komercjalizacji. Kiedy wpisze się do wyszukiwarki hasło „wolontariat zagraniczny”, „wolontariat w Azji” czy „wolontariat w Afryce”, to pierwsze wyniki, jakie się pokażą, to są rekordy operatorów masowych, którzy organizują masowe wyjazdy, gdzie kompetencje nie mają znaczenia, a wszystko jest dostosowane pod wolontariusza. Takie projekty mogą być bardzo ciekawe, ale nie przynosić żadnej korzyści lokalnej społeczności, wręcz przeciwnie – mogą szkodzić, mogą przyczyniać się do wyzysku dorosłych, do wzrostu bezrobocia, do poważnych nadużyć wobec dzieci. To jest problem, który faktycznie istnieje, stąd staramy się apelować o rozwagę w doborze projektów.

Ile czasu wcześniej powinnam rozpocząć poszukiwania odpowiedzialnego wolontariatu za granicami Polski?

A.K.: Tak naprawdę dobrze by było zacząć poszukiwania około rok wcześniej. Po pierwsze, żeby rozeznać się w temacie, zapoznać się z projektem, specyfiką danego kraju i problemami, z którymi się zmaga. Próbować zgłębić kwestie zależności globalnych czy lokalnej kultury. Drugą kwestią jest to, żeby w ogóle wiedzieć jak szukać tego wolontariatu, czyli zapoznać się ze wszystkimi sprawami dotyczącymi nadużyć w obrębie wolontariatów zagranicznych, przemyśleć poważnie swoje motywacje i kompetencje i… potwierdzić samemu sobie czy faktycznie chcemy wyjechać, żeby się tymi kompetencjami podzielić. Bardzo często osoby chcą wyjechać na wolontariat zagraniczny, żeby przeżyć coś nowego. Ludzie, którzy na co dzień pracują, muszą wziąć urlop, żeby na taki wolontariat pojechać, więc w ramach tego urlopu chcą robić coś innego, niż robią na co dzień. I to jest całkowicie naturalna potrzeba! Tylko wtedy umyka to, co mamy najlepsze, czyli nasze kompetencje. A wolontariat kompetencyjny jest najlepszy! Stąd potrzeba się zastanowić czy faktycznie chce się jechać na wolontariat i poświęcić swój prywatny czas na robienie tego, co normalnie robi się zawodowo czy też nie – pojechać gdzieś odpocząć, zwiedzić, a najwyżej wesprzeć lokalną organizację darowizną finansową. To rozwiązanie jest jak najbardziej dobre, odpowiedzialne, bo oznacza, że mierzymy siły na zamiary.

Alicja Kosińska w hali w roli prelegentki. W tle stół dla panelistów i ekran z wyświetlonym logo projektu "Zanim pomożesz"

Jak znaleźć organizację dla siebie, która wykorzysta moje kompetencje, a mój czas będzie wykorzystany w mądry sposób?

A.K.: Największą szansą są grupy podróżnicze na portalach społecznościowych czy Internet jako taki. Jeśli szukamy odpowiedzialnego wolontariatu, to najbezpieczniejszą etycznie opcją jest ominąć oferty operatorów organizujących wolontariaty masowo. Poznamy ich po tym, że są to firmy czy organizacje, które oferują parędziesiąt projektów, w kilkudziesięciu krajach, właściwie dostępne od ręki dla osób, które nie muszą mieć kompetencji, żeby wyjechać.

Jak katalog podróżniczy?

A.K.: Tak, trochę jakby się wybierało wycieczkę. One co prawda mają pewne znamiona profesjonalnego podejścia – w ramach zgłoszenia trzeba wziąć udział w rekrutacji, wysłać CV, dołączyć zaświadczenie o niekaralności, ale to jest zbyt mało, żeby można było na tej podstawie stwierdzić, że jest to odpowiedzialne i wysłać osobę bez kompetencji np. na tydzień pracy w szpitalu.

Jakiego typu zadania są najczęściej oferowane i jakie mogą one nieść zagrożenia dla społeczności lokalnych?

A.K.: Najbardziej popularne są wolontariaty z udziałem dzieci – nauczanie angielskiego czy opieka w placówkach opieki dziennej lub sierocińcach. W krajach, które są częstymi destynacjami turystycznymi, jak Indie, Tajlandia, Nepal, Uganda, Nepal, Tanzania czy Kenia. Mówi się, że ważne są dobre intencji i że niemożliwe jest, aby wolontariat był szkodliwy. Niestety wolontariatów zagranicznych jest tak wiele, że gros tych nieetycznych ma realny negatywny wpływ na społeczności lokalne. Najlepszym przykładem tego są wolontariaty w sierocińcach, które stały się tak popularne, że zabrakło placówek, do których mogli by przyjechać wolontariusze, dlatego zaczęto zamykać dzieci w sierocińcach, żeby przyjmować wolontariuszy i na tym zarabiać. Choć statystycznie sierot było co raz mniej, liczba sierocińców wzrastała, szczególnie w regionach chętnie odwiedzanych przez turystów. Mówimy zatem o wyzysku dzieci, które trafiały do placówek, ponieważ „my” chcieliśmy je odwiedzać, na krócej czy dłużej. Popularne są również projekty medyczne, w ramach których wolontariusze pracują w klinikach. One też bywają kontrowersyjne, ponieważ często zdarza się, że trafiają tam wolontariusze bez doświadczenia i podstaw wiedzy medycznej. Uczestniczą w zabiegach czy procedurach, do których nie należało by ich kierować (w tym przyjmowanie porodów, uczestnictwo w operacjach chirurgicznych itp.).

Jak dochodzi do tego, że wolontariusze, którzy nie mają umiejętności medycznych trafiają do takich miejsc jak klinki?

A.K.: Bardzo często tego typu wolontariaty są usprawiedliwiane tym, że mamy inne standardy, a „tam” (czyt. w krajach globalnego Południa) każda para rąk się przyda, nawet ta niedoświadczona. To jest bardzo złudne myślenie! Pod kątem etycznym czy moralnym z pewnością wszyscy się zgodzimy, że żaden człowiek nie powinien być pod opieką medyczną kogoś, kto nie ma żadnej wiedzy, bo ta osoba może mu tylko zaszkodzić. A wolontariusze są dopuszczani do pacjentów, ponieważ „organizatorzy” wolontariatów płacą za to klinikom i szpitalom. Placówki otrzymują pieniądze za obecność wolontariusza i to jest to, czego najbardziej potrzebują kliniki – nie fizyczne wsparcie niedoświadczonej osoby. Nie mówiąc już o tym, że taką osobę trzeba jednak jakkolwiek przygotować, przeszkolić, wprowadzić, co też jest obciążeniem dla placówki. Dany personel musi być przewodnikiem dla wolontariuszy, zamiast zajmować się pacjentami. Niestety narracja przedstawiana potencjalnym wolontariuszom podchodzi pod manipulację. Mówienie, że są oni potrzebni, ich pomoc jest niezbędna, że w danym kraju jest tak ciężko, że każda para rąk się przyda. To jest mit, który pogłębia nierówności i brak zrozumienia problemów, a nie pomaga je zlikwidować.

Zatem jakie są przykłady najbardziej wartościowych wolontariatów? Co robić za granicą?

A.K.: Wartościowe projekty to przede wszystkim te, które łączą kompetencje z możliwościami czasowymi wolontariusza i długością projektu. To nie zawsze musi być bardzo długi projekt, chociaż w większości projektów im dłuższa obecność wolontariusza, tym lepiej, bo więcej może zrobić na miejscu. Ale nie jest to reguła. Dla porównania – jeżeli mamy nauczyciela, który jedzie uczyć do lokalnej placówki, to im dłużej on tam będzie, tym lepiej dla uczniów. Sześć miesięcy – rok, to jest okres zaangażowania, o którym możemy powiedzieć, że byłby wartościowy. Jeśli nauczyciel pojedzie na tydzień-dwa, to tak naprawdę niewiele zrobi, wyda bardzo dużo pieniędzy na wyjazd i nie przyniesie to specjalnych korzyści. Z kolei jeśli mamy lekarza, który pojedzie do innego kraju prowadzić szkolenia dla lokalnego personelu, to jego wolontariat może być bardzo krótki, ale pozostawia on po sobie trwałą zmianę, w postaci przekazania kompetencji społeczności, która już później samodzielnie działa i może szkolić dalej innych. Na miejscu zostaje know-how. Mimo tego, że jest to wolontariat krótki, to jest on bardzo odpowiedzialny, etyczny i skuteczny, bo wspiera lokalnych specjalistów, zostawia wymierną korzyść, stawia ich w roli sprawczej, a nie biernej.

Jest jakiś projekt, o którym Pani słyszała, który szczególnie zapada w pamięć, jako przykład etycznego i mądrego wolontariatu zagranicznego?

A.K.: Bardzo ciekawy projekt z którym się kiedyś zetknęłam, to projekt stworzony przez polskiego fotografa, który zabrał do jednego z krajów Afryki aparaty cyfrowe i prowadził zajęcia z fotografii. Jego pobyt na miejscu nie był długi. Na tych prostych aparatach cyfrowych nauczył uczestników warsztatów podstaw fotografii i udało im się później osiągnąć niesamowite efekty. Część absolwentów zaczęła tworzyć niezwykłe zdjęcia przyrody i później je sprzedawać m.in. na stocki. Inni zaangażowali się w reportaż fotograficzny – będąc lokalnym fotografem, znanym danej społeczności, z niewielkim aparatem, mogli uchwycić wydarzenia i sytuacje, których nigdy żaden europejski fotograf nie mógłby być świadkiem. A później mieli możliwość sprzedawania swoich zdjęć agencjom typu Reuters. Zatem był to projekt bardzo dopasowany pod kompetencje wolontariusza, który zostawił po sobie realną zmianę.

A co z młodzieżą w wolontariacie zagranicznym? Czyli z osobami, które z racji na wiek, nie mają jeszcze aż tylu życiowych kompetencji?

A.K.: Dużo młodych chce na wolontariaty wyjeżdżać i jest to godne wsparcia i pochwały. Dla nich najlepszą i wartościową formą wyjazdów są te wyjazdy, na których się uczą i towarzyszą lokalnemu personelowi, a nie go zastępują. Zatem powierzane zadania nie są często może zbyt atrakcyjne i spektakularne, ale za to dają duże pole do nauki. To co jest charakterystyczne w postrzeganiu wolontariatów zagranicznych, to przekonanie, że będzie się wykonywać nowe, abstrakcyjne zadania, że będziemy postawieni w interesującej i nietypowej roli. W przypadku młodzieży na pewno byłaby to fantastyczna przygoda, ale czy odpowiedzialna? Czy nastolatkowie powinni „grać pierwsze skrzypce” w szpitalu, na budowanie czy udzielając mikrokredytów? Nie. Ale mogą za to świetnie wykazać się współdziałając w zespole razem z lokalnymi specjalistami, wspierać ich w zadaniach, starać się u ich boku zgłębić i zrozumieć lokalne wyzwania.

Podsumowując, jaką jedną radę dałaby Pani osobom, które poszukują odpowiedzialnego wolontariatu za granicą?

A.K.: Papierkiem lakmusowym w poszukiwaniach wolontariatu jest zadanie sobie pytania „czy zostali byśmy do danych działań dopuszczeni w Polsce?”. Ogólnoprzyjęte w Polsce standardy zostały stworzone w oparciu o normy etyczne i nie są jedynie wynikiem dobrobytu. Czy w Polsce zostalibyśmy wpuszczeni do domu dziecka, aby pobawić się z dziećmi przez kilka dni i poprzyglądać się im? Nie. Czy zostalibyśmy wpuszczeni do szpitala aby spróbować swoich sił w roli lekarza czy pielęgniarki? Nie. Czy zostalibyśmy „z ulicy” wpuszczeni do szkoły, żeby prowadzić tam lekcje i fotografować dzieci? Nie. Jeśli odpowiedź na takie pytanie brzmi „nie”, to dlaczego mielibyśmy uważać, że inni ludzie na świecie nie zasługują na równie godne traktowanie?
Można się zastanowić czy byśmy chcieli, aby w jakiejś trudnej sytuacji nasi bliscy byli pod opieką osób, które mają takie same kompetencje jak my, skoro nie mamy ich w podstawowym wymaganym zakresie. Trzeba zaadaptować sytuację do naszych warunków, odnieść do naszych bliskich. Jeśli nasza odpowiedź brzmi „nie”, zapala nam się przysłowiowa „czerwona lampka”, to już jesteśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, czy dany wolontariat jest etyczny i właściwy.

Dziękuje za rozmowę.


Rozmowa: Barbara Rogalska

Zdjęcia przekazane przez Alicję Kosińską


Interesuje Cię tematyka odpowiedzialnego wolontariatu zagranicznego? Zajrzyj na stronę projektu "Zanim pomożesz"!

Chcesz opowiedzieć na łamach Miejskiego Portalu Wolontariatu o swoich doświadczeniach związanych z wolontariatem w innym kraju - napisz na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..