2 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Jedną z organizacji działających na rzecz osób ze spektrum autyzmu jest Fundacja Synapsis, prowadząca liczne działania wspierające osoby z autyzmem. Jednym z nich jest prowadzenie przez Fundację Ośrodka Aktywności Zawodowej – Pracowni Rzeczy Różnych w Wilczej Górze. Jest to przedsiębiorstwo społeczne – łączące działalność ekonomiczną ze społeczną. Jego pracownikami są osoby dorosłe ze spektrum autyzmu, a prace przez nich wykonywane kupić można m.in. w sklepie internetowym Pracowni. O codzienności w Ośrodku, oraz o tym jakie cechy potrzebne są, by włączyć się w wolontariat, rozmawiamy z Panią Marią Dietl – wieloletnią wolontariuszką Pracowni.

Biały budynek Pracowni w otoczeniu zieleni

Jak i kiedy zaczęła się Pani przygoda z wolontariatem?

Maria Dietl: 5 lat temu, jak przeszłam na emeryturę. Wcześniej byłam nauczycielką.

Jakie były Pani motywacje do podjęcia wolontariatu w Ośrodku? Dlaczego wybrała Pani wolontariat na rzecz dorosłych osób z autyzmem?

M.D.: Wymieniłabym trzy motywacje. Po pierwsze, mieszkam pod Warszawą, w Wilczej Górze właśnie i bardzo męczyły mnie już dojazdy do szkoły na 8:00 rano, a chciałam mieć jakieś zajęcie. Drugi to bliska odległość, bo do Ośrodka Fundacji Synapsis mam piechotą dosłownie 5 minut, a trzeci powód, w sumie najważniejszy, to powód osobisty, ponieważ mam wnuka ze spektrum autyzmu. On ma w tym momencie 14 lat. Jak zaczęłam działać jako wolontariuszka mój wnuk miał 9 lat, ale o Fundacji Synapsis wiedziałam już wiele wcześniej, byłam blisko tematu autyzmu od 20 lat. Jednak dopiero jak zaczęłam działać, to zobaczyłam, jak ten Ośrodek jest bardzo potrzebny, i pomyślałam o tym, że mój wnuk też przecież będzie dorosły i że wtedy może mieć problemy z samodzielnością. Teraz on jest w szkole i są szkoły odpowiednio dostosowane, ale trzeba pamiętać o tym, że osoby ze spektrum autyzmu żyją bardzo długo, spektrum autyzmu nie jest chorobą śmiertelną, fizycznie może im nic nie dolegać, w związku z czym chciałam nauczyć się, jak być przydatną, kiedy on będzie wchodził w dorosłość. Także chyba ta przydatność właśnie, te motywy osobiste wymieniłabym na pierwszym miejscu. Podjęłam się wolontariatu, bo chciałam być potrzebna. Tu się po prostu dużo uczę. Wcześniej chodziłam też na wiele konferencji, ale doszłam do wniosku, że w praktyce nauczę się o wiele więcej.

To proszę opowiedzieć, na czym polegają Pani zadania jako wolontariuszki w Ośrodku?

M.D.: Podpisałam oficjalną umowę wolontariacką jako osoba wspomagająca, czyli staram się towarzyszyć podopiecznym, czuwać nad nimi, ale w taki sposób, żeby maksymalnie pozwolić im na samodzielność. Pomaga mi w tym oczywiście moje doświadczenie zawodowe, bo byłam nauczycielem przez 50 lat. Także to jest takie czuwanie, obserwacja i pomoc w razie potrzeby w jakichś czynnościach, np. jak ktoś ma problem w wycięciu czegoś, to wtedy trzeba podpowiedzieć, jak inaczej można spróbować. Oczywiście najpierw musiałam się dużo nauczyć, o tym kto jaki jest, jakie ma potrzeby, o rodzajach terapii. Przed pandemią organizowaliśmy też kiermasze. Nawet w swojej szkole, już po przejściu na emeryturę, dwa razy taki kiermasz organizowałam.

Dłonie dwóch osób odciskające palce w plastycznej masie

Dłonie osoby naniziającej koraliki na drut bransoletki

A jak to jest teraz, w pandemii?

M.D.: Ja teraz niestety nie chodzę do Ośrodka na wolontariat, ze względu na swój wiek i zdrowie, czekam na szczepienie. Już się nie mogę doczekać, aż będę mogła do tej swojej pracy wrócić. Bardzo za nimi wszystkimi tęsknię. Natomiast Ośrodek normalnie działa, część podopiecznych pracuje zdalnie i są im dostarczane paczki, zawierające niezbędne materiały i wzory. Czasem część elementów, tych bardziej skomplikowanych, jest wcześniej naszykowana. Zajmuje to oczywiście więcej czasu, ale dzięki temu wszystko może funkcjonować.

2 kwietnia jest Światowym Dniem Świadomości Autyzmu, który jest punktem kulminacyjnym w kalendarzu działań Fundacji Synapsis. Jak to wygląda w Ośrodku? Czy podejmowane są jakieś specjalne działania?

M.D.: Jest to szczególny dzień, podopieczni o tym wiedzą bardzo dobrze i zawsze przygotowujemy się wcześniej. W tym roku oczywiście ze względu na pandemię obchody będą wyglądały inaczej. Także są przygotowywane różne przypinki z hasłami, czy niebieskie wstążeczki, koraliki, co roku jest na to trochę inny pomysł. W samym marszu i obchodach podopieczni nie biorą raczej udziału, ale te przygotowania są ważnym momentem – przygotowywanie odznak, nagród, statuetek.

Z jakimi wyzwaniami mierzy się Pani podczas wolontariatu w Pracowni? Czy pojawiają się jakieś trudności?

M.D.: Tak, oczywiście. Przede wszystkim trzeba się wykazać maksymalną cierpliwością i wyrozumiałością, co jest czasami trudne. Muszę też podporządkować się wytycznym terapeutów. Jeśli czuję, że z kimś sobie nie radzę, to proszę, żeby nie dawali mi tej osoby pod opiekę. Kolejna trudność może się pojawić, jeśli ktoś z podopiecznych ma choroby towarzyszące, np. epilepsję. Jak pierwszy raz w życiu zobaczyłam atak epilepsji, to był to dla mnie szok.

Jakie jest Pani najmilsze wspomnienie, doświadczenie?

M.D.: Ja naszych podopiecznych strasznie lubię, zawsze idę do Ośrodka jak na skrzydłach. Ciężko mi powiedzieć o jakimś konkretnym doświadczeniu, bo doznaję dużo ciepła, mimo tego że czasami nie ma kontaktu z podopiecznymi lub ten kontakt jest pozorny. Oprócz tego czuję, że robię coś potrzebnego, ważnego, daje mi to satysfakcję. To jest w tym wszystkim miłe.

W zasadzie odpowiedziała Pani na moje kolejne pytanie, bo dotyczyło ono wartości płynących wg. Pani z wolontariatu.

M.D.: No tak faktycznie dużo już o tym powiedziałam. Człowiek chce być potrzebny! Tutaj czuję, że jestem witana. Wiem, że podopieczni doceniają i odwzajemniają to, co robię. Oczywiście też się tu dużo uczę, dużo mi to daje, nie tylko jeśli chodzi o moich wnuków, bo nie wiem czy już się pochwaliłam, ale mam ich dziewięcioro, ale w ogóle do współżycia z innymi ludźmi. Mam też duże doświadczenie z mojej pracy w szkole, ale niektóre aspekty takiego człowieczeństwa odkrywam na nowo. Dużo uczę się o sobie, poznaję siebie. Widzę swoje wady, pracuję nad sobą, czasami zdaję sobie sprawę z tego, że coś mogłam zrobić inaczej, lepiej, czasami np. myślę, że w jakiejś sytuacji nie wykazałam się może odpowiednim zrozumieniem, cierpliwością. Ale chyba największą wartością jest właśnie to, że się dużo uczę, również o funkcjonowaniu Ośrodka.

Co powiedziałaby Pani komuś, kto zastanawia się nad podjęciem takiego wolontariatu?

M.D.: Że na pewno nie jest to wolontariat dla każdego, trzeba się wykazać cechami, o których wspominałam już wcześniej – cierpliwością, wyrozumiałością, empatią, ale to nic złego, bo przecież każdy jest dobry w czymś innym. Praca w Ośrodku daje ogromną satysfakcję!

 

Rozmowa: Antonina Jagielska
Zdjęcia udostępnione przez Fundację Synapsis

 

Znajdź wolontariat dla siebie i także działaj na korzyść! Sprawdź aktualne oferty.